Kobieta
Czy lepiej wychodzić za mąż z miłości, czy z rozsądku?
Pytanie to bywa bardzo często stawiane przez młodzież. Nie można na nie odpowiedzieć, zanim nie ustali się dokładnie, co rozumie się przez małżeństwo z miłości, a co przez małżeństwo z rozsądku. Jeśli przez miłość rozumiemy nie tylko pożądanie fizyczne, żywy pociąg seksualny, ale głębokie upodobanie i pozytywną ocenę osobowości drugiego człowieka, prowadzące do wniosku, że zarówno pod względem umysłowym, fizycznym, jak też charakteru, woli, temperamentu oraz wyznawanych przekonań dana osoba odpowiada nam najbardziej i że pragnie się z nią żyć zawsze — to jestem jak najbardziej za takim małżeństwem z miłości. Chociaż trudno wtedy uznać, że rozsądek był tutaj całkowicie wyłączony. Przecież oceniając Walory drugiej osoby, uznając jej zalety dokonuje się jak najbardziej rozsądnej analizy, dzięki której wie się nie tylko, za kogo wyjść za mąż, ale — co ważniejsze —- dlaczego właśnie za niego. Glos rozsądku jednak bywa wówczas przytłumiony przez gorące uczucie, spostrzeżenia nie zawsze trafne, nie widzi się w kochanej osobie wszystkiego, co warto dostrzec. Czasem dopiero po ślubie otwierają się oczy na te wady, których zaślepieni uczuciem zakochani nie dostrzegali przedtem, toteż w każdym małżeństwie z miłości istnieje ryzyko przeoczenia czegoś istotnego. Mimo jednak tego ryzyka wydaje się, że największa liczba pięknych i udanych małżeństw powstaje z tych właśnie związków, u których podstaw leżała głęboka i uczciwa miłość dwojga osób. Chodzi tylko o to, by nie mylić miłości z mocnym pociągiem seksualnym, z pożądaniem czysto zmysłowym, bo wtedy rzeczywiście głos rozsądku nie przemawia prawie zupełnie. Jestem jednak zdecydowanie przeciwny takim „małżeństwom z rozsądku", w których dziewczyna decyduje się na małżeństwo tylko dlatego, że — postępując lekkomyślnie i nieodpowiedzialnie — zaszła w ciążę z chłopcem, do którego nic nie czuła prócz przelotnego pożądania, albo jeszcze gorzej, kiedy stało się to na skutek ulegania głupiej modzie czy ciekawości itp. Pokrycie „grzechu" przez małżeństwo jest wtedy tylko pozornie rozsądnym wyjściem z sytuacji, gdyż choć „świat się rzeczywiście o tym nie dowie", to ta z musu powstała rodzina będzie związkiem osób w gruncie rzeczy obcych sobie, w którym ani małżonkowie, ani ich dzieci nie będą szczęśliwi. Jestem również przeciw takiemu małżeństwu z rozsądku, gdy dziewczyna, zaniepokojona tym, że poznanie kogoś godnego miłości opóźnia się, obawiając się zostać „starą panną", wychodzi za mąż za byle kogo, szacując jedynie takie trzeźwe korzyści płynące z tego małżeństwa, jak to, że kandydat na męża ma mieszkanie albo wysokie zarobki, auto, mężczyźnie zaś ofiarując w zamian nie miłość, ale swoje talenty kulinarne, gospodarność itp. W takim'wykalkulowanyrn małżeństwie brak będzie ciepła rodzinnego, brak tej siły uczuć, która pomogłaby małżonkom przetrwać nieuchronne w każdym związku dwojga osób kiwzysy i konflikty, brak będzie spoiwa, które utrzymałoby ten związek mimo ewentualnego zagrożenia z zewnątrz przez trzecie osoby, wreszcie braknie gotowość; do wzajemnych poświęceń i ofiarności. Przecież mieszkania dobra kuchnię, wikt i'„opierunek" można mieć i bez małżeństwa, bez konieczności poświęcenia czegokolwiek dla kogokolwiek. Trzeba zresztą powiedzieć, że dużo tutaj zależy od wieku, w jakim zawiera się małżeństwo. Rzeczą nienaturalną jest chłodne kalkulowanie małżeństwa przez młodą dziewczynę, którą sama młodość usposabia do uczuć silnych i żywych, której wyrachowanie i trzeźwość powinny być jeszcze obce. Bardziej naturalne jest, gdy tak rozsądnie układają sobie wspólne życie starsze osoby, pozbawiona już przez życie świeżości uczuć, które są nim zmęczone i planując małżeństwo, spodziewają się tylko spokojnej przystani w poważnym związku z drugim, spokojnym, uczciwym i równie zmęczonym życiem człowiekiem. Tacy starsi małżonkowie podobni są do drzew w jesieni, które nie mają już rodzić owoców. Nawet i w takich późnych małżeństwach ludzi starszych konieczne jest — jak się zdaje — istnienie jakiejś więzi uczuciowej, więzi, jeśli już nie miłości, to przyjaźni i szacunku, które mogą stanowić fundament tego spokojnego, jesiennego szczęścia we dwoje. Najgorsze, moim zdaniem, i najbardziej Wam zagrażające konsekwencjami są małżeństwa z bezmyślności, gdy — jak to się zdarza — młodzi sami nie wiedzą, dlaczego się pobrali — bo tak jakoś wyszło albo bo nie widzieli powodu, dla którego nie mieliby się pobrać. Gdyby było więcej rozwagi i powagi w podejmowaniu decyzj; małżeńskich, byłoby znacznie mniej rozwodów i znacznie mniej nieudanych małżeństw.“Ponieważ piszę dla dziewcząt zarówno ze wsi, jak i z miast, dla tych, które już dużo wiedzą na ten temat (choćby z lektury), jak i dla tych, które o tym nie wiedzą nic lub prawie nic, nie uniknę tego, iż część informacji wyda się wielu z Was nazbyt elementarna i oczywista. Znajdą się jednak na pewno i takie wiadomości, o których nie słyszałyście. Przywiązuję do tej książeczki wielką wagę. Nie ma bo- wiem przesady w stwierdzeniu, że decydujący wpływ na styl miłości i kształt życia płciowego wywierają kobiety, a nie mężczyźni. A jest tak dla tej prostej przyczyny, że miłość, życie płciowe i stanowiące jego ukoronowanie macierzyństwo stanowią właśnie powołanie kobiety. Kobiety też o wiele głębiej niż mężczyźni przeżywają każde niepowodzenie i klęskę w tej dziedzinie. Dlatego powinny już na początku drogi życiowej być świadome swoich w tej dziedzinie możliwości, swoich obowiązków i uprawnień.”